bajki 6917 Bajek w serwisie



     
Zegarmistrz Małgosia codziennie rano wstaje o szóstej trzydzieści. A właściwie… to nie do końca sama wstaje — budzi ją budzik stojący przy łóżku.
Jej mama też wstaje o tej samej godzinie. I ją również budzi budzik.
Kiedyś było inaczej — mamę budziła mama Małgosi, czyli… no właśnie, mama! Ale odkąd Małgosia dostała własny budzik, wszystko działało jak w zegarku.
Aż do pewnego dnia.
DZYŃ! DZYŃ! DZYŃ!
Budzik Małgosi zadzwonił jak zawsze.
Dziewczynka zerwała się z łóżka, ubrała się i pobiegła do kuchni. Nagle zatrzymała się.
– Hmmm… coś tu nie gra…
Zajrzała do pokoju mamy.
Mama… spała. I to bardzo smacznie!
Małgosia podeszła bliżej i delikatnie potrząsnęła mamą.
– Mamo… Mamo! Wstajesz? Nie idziesz do pracy?
Mama otworzyła jedno oko.
– Do pracy? A ty… czemu już nie śpisz?
– Bo wstałam jak zawsze! – oburzyła się Małgosia. – To ty śpisz jak suseł!
Mama usiadła na łóżku i spojrzała na zegarek.
– Co?! Już za piętnaście siódma?!
W jednej chwili była na nogach.
– O nie… budzik nie zadzwonił!
– Czyli się obraził? – zapytała poważnie Małgosia.
– Raczej się popsuł – westchnęła mama. – Trzeba go zanieść do zegarmistrza.
Małgosia zmarszczyła brwi.
– Do zegarmistrza? Ale przecież to budzik! Powinien go naprawiać… budzikomistrz!
Mama uśmiechnęła się mimo pośpiechu.
– Wiesz co? To całkiem logiczne. Ale u nas budziki też naprawia zegarmistrz.
– Dziwne… – mruknęła Małgosia. – To pobawmy się! Ty mówisz śmieszną nazwę, a ja prawdziwą!
– Dobrze! – zgodziła się mama, wkładając sweter jedną ręką.
– Zniszczone ubrania nosimy nie do ubraniomistrza, ale do…
– …krawca! – odpowiedziała szybko Małgosia.
– Zniszczone buty nosimy nie do butmistrza, ale do…
– …szewca!
– Zniszczone meble nosimy nie do meblomistrza, ale do…
– …stolarza!
– Gdy bolą zęby, nie idziemy do zębomistrza, tylko do…
– …dentysty!
– A gdy zepsuje się samochód, nie idziemy do samochodomistrza, tylko do…
– …mechanika! – Małgosia aż podskoczyła z radości.
Mama spojrzała na zegarek i nagle zamarła.
– Ojej… czy ten zegarek też się popsuł?!
I zaczęła biegać po mieszkaniu jeszcze szybciej.
Małgosia zaśmiała się.
– Spokojnie, mamo! Przecież i tak idziemy do… nie-budzikomistrza!
– Czyli do…?
– Do zegarmistrza! – powiedziała z dumą.
Dziewczynka zakładała buty, ale zabawa wcale się nie skończyła.
– Teraz moja kolej! – zawołała. – Kto naprawia… hmm… książki? Książkomistrz?
– Introligator! – odpowiedziała mama, zakładając kurtkę.
– A kto piecze chleb? Chlebomistrz?
– Piekarz!
– A kto robi meble?
Mama zatrzymała się na chwilę i uśmiechnęła.
– To akurat proste.
– No kto?
– Stolarz… ale taki prawdziwy mistrz, to już zupełnie inna historia.
Małgosia spojrzała na nią podejrzliwie.
– Czyli jednak są mistrzowie!
– Oczywiście – mrugnęła mama. – Tylko nie zawsze w nazwie.
I obie wybiegły z domu, śmiejąc się i wymyślając kolejne zawody.

A teraz Twoja kolej…
Jak nazwałbyś zawód piekarza, lekarza albo kierowcy, gdybyś mógł wymyślić własne nazwy?
Profil autora: mama Gosi  ilość bajek publicznych(50) ilość bajek dnia(51)

 ocena czytelników: 7,57 (21 głosów)

oceń tę bajkę:

 



    Projekt współfinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka. „Fundusze Europejskie dla rozwoju innowacyjnej gospodarki”